| Piątek, 12 marca 2010, Imieniny: Grzegorza, Justyny, Józefiny |
|
Logowanie
|
|
Autor
![]() |
Artykuł - CZARNE DYWIZJE STALINA ...
CZARNE DYWIZJE STALINA
Data publikacji: 2009-11-21 19:06:17, autor: venom79
I i II Rzut Strategiczny łączyło zasadnicze podobieństwo: ich naj-
potężniejsze armie nie koncentrowały się przeciw Niemcom, lecz prze- ciwko rumuńskim polom naftowym. Główna różnica sprowadzała się do koloru mundurów: w I Rzucie Strategicznym były to charaktery sty- czne barwy zieleni i khaki; w mundurach II Rzutu dominowała czerń. Pewnego razu miałem okazję przysłuchiwać się rozmowie z gene- rałem F. Remiezowem, który w czerwcu 1941 zebrał wojska Ortow- skiego Okręgu Wojskowego, utworzył z nich 20 armię i na jej czele ru- szył na zachód. Wspomniana rozmowa toczyła się w wąskim gronie zaufanych oficerów. Jej uczestnicy znali te sprawy nie tylko ze wspo- mnień emerytowanych generałów. Pewien zapalczywy pułkownik w toku burzliwej dyskusji zwrócił się wprost do generała: „Dlaczego 69 korpus dowodzonej przez pana 20 armii pojawia się w niemieckich do- kumentach jako «czarny korpus»?" Remiezow uchylił się od odpo- wiedzi. Mówił o 56 armii, którą dowodził w późniejszym okresie; nie- które jej oddziały z braku odpowiedniego ekwipunku odziano w czar- ne kolejarskie szynele. Ale było to dopiero w grudniu. Tymczasem pytanie dotyczyło czerwca 1941, kiedy wyposażenia było jeszcze pod dostatkiem. Poza tym latem z pewnością nie ruszano do boju w szy- nelach. Wiadomo natomiast, iż wielu żołnierzy 69 korpusu nosiło let- nie czarne mundury. Było ich tylu, że niemieckie służby rozpoznaw- cze określiły całą formację mianem „czarnego korpusu". Niemiecki wywiad odnotował czarne umundurowanie w wielu formacjach II Rzutu Strategicznego, na przykład w 24 armii przyby- łej z Syberii. Pod koniec czerwca, jeszcze przed wkroczeniem do walk, eszelony transportujące 24 armię rozciągnęły się na przestrzeni tysię- cy kilometrów. W tym czasie generał lejtnant S. Kalinin, uprzednio ko- mendant Syberyjskiego Okręgu Wojskowego, przebywał w Moskwie, gdzie usiłował rozstrzygnąć problem zaopatrzenia swej armii. W tym celu udał się do sekretarza stołecznego komitetu partii. „Sekretarz komitetu zatelefonował do Ludowego Komisariatu Spraw Wewnętrznych. -Towarzysz, z którym dopiero co rozmawiałem - wyjaśnił - ma bo- gate doświadczenie w organizowaniu zaopatrzenia. Przez długi czas zaj- mował się tym na budowie kanału Wołga-Moskwa. On wam pomoże. Po jakichś dwudziestu minutach do gabinetu wkroczył wysoki, postawny dowódca wojsk NKWD, w dopasowanym mundurze prze- pasanym koalicyjką, z trzema rombami na naramiennikach. Bardzo prędko ustaliliśmy wszystkie szczegóły." Szkoda, że generał Kalinin nie zechciał podać nazwiska sekretarza ani tak wspaniale prezentującego się osobnika z trzema rombami. Zaraz po pierwszych walkach 24 armia trafiła pod rozkazy gene- rała majora NKWD Konstantina Rakutina. Tymczasem generał Kali- nin na osobisty rozkaz Stalina powrócił na Syberię. Jednak wcale nie po to, by przejąć rzucony na pastwę losu okręg. Jego nowa misja po- legała na sformowaniu dziesięciu nowych dywizji: „Kolejne związki formowano w miejscach, gdzie dotąd nie było żad- nych jednostek wojskowych. Najpierw postanowiłem przeprowadzić wizytację tych terenów. Na wstępie udałem się samolotem do jednego z miast syberyj- skich, gdzie przed wojną w leśnej gęstwinie zbudowano osiedle baraków dla drwali. Tam właśnie zakwaterowano jednostki formo- wanych dywizji. Całe osiedle otaczała dziewicza tajga." W trzech tomach Archipelagu GUŁag Sołżenicyn zgromadził ca- łą dostępną dziś wiedzę o tych „osiedlach baraków dla drwali". A więc dziesięć nowych dywizji - ponad 130 000 żołnierzy - for- mowanych w Syberyjskim Okręgu Wojskowym nie lokuje się w nor- malnych obozach polowych, lecz w opuszczonych barakach. No do- brze, a gdzie są sami „drwale"? Odpowiedź jest banalnie prosta: to właśnie wielotysięczne rzesze zeków, jeszcze przed wybuchem woj- ny, stworzyły trzon 24 armii. Pułki i dywizje II Rzutu Strategicznego nosiły mundury czarnej barwy, ponieważ nie zadano sobie trudu prze- brania „drwali" w normalne uniformy. Oto dlaczego 24 armia, pota- jemnie przerzucana na zachód, nie zaopatrywała się z rozdzielnika Zarządu Organizacji Zaplecza RKKA, lecz Głównego Zarządu Obo- zów NKWD - GUŁAG-u. To również tłumaczy, dlaczego Stalin za- stąpił generała Kalinina enkawudzistą z krwi i kości. Konstantyn Ra- kutin na pewno lepiej sobie radził z „drwalami". Wiadomo, że Stalin w czasie wojny przeczesał GUŁAG, wysyła- jąc na front każdego więźnia, który potrafił utrzymać w ręku karabin. Czasami z braku czasu i ekwipunku zeków przerzucano na front nawet w obozowych ubraniach. W sumie niewielka różnica: takie same ki- rzowe buty, taka sama czapka wiatrem podszyta i nieodłączny wa- ciak, jedynie kolorem różniący się od żołnierskiego. Nie wiedzieć czemu utrwaliło się przekonanie, że oto Hitler napadł na Związek Sowiecki i Stalin posłał zeków na front, by „odkupili swo- je winy". Tymczasem prawda jest taka, że wojska niemieckie natknęły się na czarne dywizje i korpusy już na początku lipca 1941. Ich wymarsz ku za- chodniej granicy rozpoczął się 13 czerwca. Natomiast armie II Rzutu Strategicznego, w skład którego wchodziły owe czarne formacje, rozpo- częły formowanie jeszcze w czerwcu 1940, gdy Hitler atakując Belgię i Francję wycofał znad sowieckiej granicy niemal wszystkie swoje wojska. Wszystkie formacje szkolono z myślą o tym, by w odpowiedniej chwili wyrosły jak spod ziemi na sowiecko-niemieckiej granicy. Ar- mie formowano w pobliżu łagrów, z reguły wzdłuż wielkich magi- strali kolejowych. Więźniowie GUŁAG-u - mało wymagający i zdy- scyplinowani - byli wymarzonym materiałem. Poza tym łatwiej było zabrać ich z obozów niż chłopów z wiosek. Byli na miejscu, zgroma- dzeni, zgrupowani w brygadach. A co najważniejsze: nie groziło to wy- buchem pogłosek o mobilizacji i nadciągającej wojnie. Tym sposobem armie wyruszały na front i nikt niczego się nie domyślał. Po wielu latach pisano o tym okresie wiersze i układano pieśni. Na przykład Władimir Wysocki: Niech pozostali więźniowie Przeczytają na bramie Słowa pośpiesznie kreślone: „My na froncie. Tu nikt nie zostanie." Michaił Diomin, dawny kryminalista, wspomina w swojej książce: „Niemal cała armia Rokossowskiego składała się z wię- źniów." K. Rokossowski w swej karierze dowodził tylko 16 armią. Pisząc wspomnienia zapomniał sprecyzować jej skład. Ominął też parę innych drobiazgów. Swoją książkę zaczyna od słów: „Wiosną roku 1940 ba- wiłem wraz z rodziną w Soczi." Słowem nie wspomina, że przedtem dłuższy czas spędził w GUŁAG-u. Nieco dalej natrafiamy na pewne mgliste aluzje: „Życie przekona- ło mnie, że można zaufać nawet temu, kto kiedyś z pewnych powodów pogwałcił prawo. Jeśli takiemu człowiekowi umożliwi się zmazanie wi- ny, to na pewno dobro w nim zwycięży, a umiłowanie Ojczyzny i swo- jego narodu, dążenie, by za wszelką cenę odzyskać ich zaufanie, uczy- ni z niego odważnego żołnierza."' Rokossowski wiedział najlepiej, jak łatwo można przemienić skazańca w żołnierza. Stalin pozwolił zekom „odkupić winy" i stać się „dzielnymi bojow- nikami" na długo przed hitlerowską napaścią. Formowanie armii, w któ- rych pełnili rolę mięsa armatniego, rozpoczęto jeszcze, zanim zrodził się plan „Barbarossa"! 16 armia, będąca zaczątkiem II Rzutu Strate- gicznego, powstała na Zabajkalu, w pobliżu transsyberyjskiej magistra- li kolejowej. Obozów było tam pod dostatkiem. Dopiero w sierpniu 1941 armia znalazła się pod rozkazami Ro- kossowskiego. Do tego czasu karną formacją dowodził inny generał, również ofiara stalinowskiej czystki: Michaił Łukin. Później w bitwie pod Smoleńskiem odniósł ciężkie rany, stracił nogę, trafił do niewo- li. W uznaniu dla jego bohaterstwa Niemcy zaproponowali, by prze- szedł na ich stronę. Za odmowę zapłacił czterema latami nazistow- skich obozów, by po uwolnieniu ponownie znaleźć się w GUŁAG-u. Zderzenie z armią Łukina na początku lipca 1941 było dla Niem- ców całkowitym zaskoczeniem. Co tam armia: cały II Rzut Strate- giczny był dla nich niespodzianką! Właśnie dlatego w niemieckich archiwach znalazło się tak wiele dokumentów oraz setki, nawet tysią- ce fotografii, na których uwieczniono trafiających do niewoli żołnie- rzy II Rzutu Strategicznego. Widzimy na nich młodzieńców, a pośród nich naznaczone przez życie twarze muzyków, w na poły wojskowych uniformach bez dystynkcji. Nie sposób rozróżnić kolorów: czarne czy zielone? Zresztą nawet zielone mundury nie upodabniają ich do żoł- nierzy: silne spracowane dłonie, wygolone głowy, zapadnięte policz- ki. A przecież nie zaznali jeszcze rzeczywistości niemieckich obozów koncentracyjnych. Skoro już w lipcu Wehrmacht natknął się na armie wzmocnione przez więźniów GUŁAG-u przybyłych z odległych syberyjskich, ural- skich i zabajkalskich prowincji, to znaczy że Stalin rozdał zekom broń przed 22 czerwca 1941. Nie mam pojęcia, jakie informacje posiadał niemiecki wywiad w pierwszej połowie czerwca. Załóżmy jednak, że była to wiedza równie fragmentaryczna, jak ta, którą dysponujemy obecnie, a mianowicie: - Kilka armii sowieckich potajemnie maszeruje w kierunku za- chodniej granicy Związku Sowieckiego. - W składzie każdej armii znajdują się całe dywizje (liczące po 15 000 ludzi) i korpusy (po 50 000 ludzi), odzianych w niezwykłe czarne uniformy, przypominające więzienne. - Przynajmniej jedna armia jest w pełni zaopatrywana przez Głów- ny Zarząd Obozów NKWD. - Rząd sowiecki głosem agencji TASS kategorycznie neguje nad- zwyczajny i masowy charakter przegrupowań, mówiąc o „rutynowych manewrach". Szef niemieckich służb wywiadowczych miał za zadanie właści- wie zinterpretować zdobyte informacje i przedstawić naczelnemu do- wództwu odpowiednie sugestie. Zasadnicze pytanie brzmiało: jeżeli nie zaatakujemy, to co uczyni Stalin? Czy rozbroi zeków, przerobionych na żołnierzy i potajemnie skoncentrowanych wzdłuż niemieckiej gra- nicy? Czy zawróci ich do obozów albo do domów? Czy, przeciwnie, użyje ich przeciw III Rzeszy? Opowieść o czarnych dywizjach rozpoczęliśmy od 63 korpusu pie- choty 21 armii. Wspomnieliśmy wówczas o dowódcy tego korpusu Piotrowskim i dowódcy brygady Fokanowie. Dlaczego nie są genera- łami? To proste. W czarnych korpusach i dywizjach nie tylko szere- gowcy i oficerowie, ale także wyżsi dowódcy byli weteranami „osie- dli baraków dla drwali". Przed 1940 rokiem w Armii Czerwonej wprowadzono dla dowód- ców wyższych szczebli stopnie: kombryg, komdyw, komkor i koman- dami. W charakterze oznak wyróżniających zastosowano romby na epo- letach: jeden romb dla kombryga, dwa - dla komdywa itd. I oto w maju 1940 Stalin w prezencie dla wyższej kadry oficerskiej swojej ar- mii wprowadza w miejsce rombów stopnie generalskie, lampasy i gwiazdy. Nowe tytuły to: generał major, generał lejtnant, generał pułkownik, generał armii. Nadawane teraz stopnie nie mają żadnego związku z używanymi dotąd tytułami wojskowymi. Rządowa komisja przepro- wadziła pełną atestację całej kadry dowódczej, przy czym wielu dowód- com brygad nadano stopnie pułkowników, to znaczy zostali zdegrado- wani do funkcji, które pełnili wiele lat temu. Niektórzy z kombrygów otrzymali stopnie generała majora, a kombryg I. Muzyczenko nawet generała lejtnanta. Licznym dowódcom dywizji nadano tytuły gene- rała pułkownika (O. Gorodowikow, H. Stem, D. Pawłow, N. Woronow). Komandami W. Kaczałow został teraz zdegradowany do stopnia ge- nerała lejtnanta. Ale, na przykład, komkor G. Żukow awansuje na naj- wyższy stopień generalski: jest generałem armii. Warto w tym miej- scu przypomnieć fakt, o którym mało kto wie: Żukow to w wojsku sowieckim generał nr 1. Był pierwszym oficerem Armii Czerwonej, któ- remu nadano tytuł generała. W czerwcu 1940 decyzją rządu sowiec- kiego 1056 wyższych dowódców otrzymało stopnie generałów i admi- rałów. Wprowadzenie tytułów generalskich to stalinowska marchewka, po twardym kiju, stosowanym bez opamiętania w latach 1937. Z ja- kiego to powodu towarzysz Stalin okazał się tak miłosierny? A z ta- kiego, że wszystkich swych dowódców zamierza rzucić do walki. Bo inaczej z marchewką można by się nie spieszyć. Ale nawet tysiąc generałów nie wystarczy. Jedna po drugiej powsta- ją wciąż nowe dywizje, formuje się korpusy i armie. Etaty general- skie obsadza się pułkownikami. Poznamy jeszcze co najmniej stu puł- kowników pełniących generalskie funkcje dowódców dywizji. A przecież byli i tacy jak pułkownik I. Fiediuniński, który stał na czele 15 korpusu piechoty 5 armii. A dowódców ciągle za mało. Póki Hitler zwrócony był do Stalina twarzą, ten -jak się zdaje - braków nie odczuwał. Ale oto Hitler się od- wrócił, spogląda na zachód, a Stalin ma przed sobą jego plecy. I wła- śnie teraz bardzo by mu się przydali dowódcy wyższego szczebla, wie- lu dowódców! Oto przyczyna, dla której wypełnione więźniami wagony pędzą do Moskwy, a dowożonych wprost z GUŁAG-u byłych dowód- ców niezwykle uprzejmie witają na Łubiance. Tu dowiadują się, że po- pełniono błąd, że ich sprawa zostaje umorzona, a wyrok anulowany. Te- raz pojadą na urlop do Soczi, a stamtąd - pod bojowe sztandary. Nie wszyscy dowódcy traktowani są tak samo. Niektórzy otrzymu- ją stopnie generalskie, jak na przykład generał major Rokossowski, przyszły marszałek Związku Sowieckiego. Większość jednak uwolnio- nych więźniów pozostaje przy swoich dawnych stopniach: kombrygów, komdywów, komkorów. W ten sposób w Armii Czerwonej powstaje dziwna sytuacja: równolegle istnieją dwa rodzaje stopni wojskowych dla wyższych dowódców, dwa rodzaje oznak, dwa rodzaje mundu- rów. Jedni noszą z dumą gwiazdki na naramiennikach, spodnie z czer- wonymi lampasami (wojskowi nazywają je „pasiakami"), paradują w eleganckich uniformach - a inni, pełniąc te same funkcje, mają na mundurach skromne, maleńkie romby. Mielgunow opisał (i udokumentował) metodę stosowaną w czasach czerwonego terroru przez czekistów w Kijowie. Aresztanta, który nie chciał mówić, bez zbędnych ceregieli wrzucali do wykopanego wcze- śniej grobu i zakopywali w ziemi. Potem odkopywali i przesłuchanie zaczynało się od początku.' W „okresie przedwojennym" Stalin w gruncie rzeczy robił to samo. W latach Wielkiej Czystki tysiące dowód- ców znalazło się w GUŁAG-u. Niektórzy z wyrokami śmierci, inni, ska- zani na wieloletnie odosobnienie w obozach, trafiają na Kołymę. Licz- ne relacje stamtąd (m.in. Opowiadania Kotymskie W. Szałamowa) świadczą o tym, że życie w tych obozach to wcale nie lepsze wyjście niż rozstrzelanie. I oto ludzi, którzy już pożegnali się z życiem, zwal- niają z obozów, wiozą wagonami I klasy, odkarmiają w sanatoriach dla nomenklatury, przywracają im dawne stanowiska i stwarzają „szansę odkupienia win". Nie dają, co prawda, generalskich stopni (i w ogóle żadnych gwarancji) - będziesz dowódcą, a później zobaczymy... Czy można sobie wyobrazić, jak każdy z tych kombrygów i komdywów rwie się do pracy? Do prawdziwej pracy! Zastanówmy się tylko - człowiek niewinny zostaje skazany na śmierć, a potem, ni stąd, ni zowąd, dostaje pracę, której wykonanie da- je szansę darowania winy i przywrócenia dawnych praw. Czy nie do- łoży wszelkich starań? Stalin rozumował prawidłowo. Większość tych ludzi służyło mu wiernie, walczyli w pierwszym szeregu, czynem i krwią dowiedli, że zasługują na zaufanie. Na przykład komdyw G. Worożejkin, mianowa- ny dowódcą lotnictwa 21 armii II Rzutu Strategicznego. Już w pierw- szych walkach pokazał co potrafi i w lipcu 1941 roku nadano mu sto- pień generała-majora lotnictwa. W sierpniu był już szefem sztabu wojsk lotniczych Armii Czerwonej. Awansując co roku o kolejny sto- pień, w roku 1944 został marszałkiem. Byłych dowódców brygad, dywizji, korpusów wykorzystywano także do uzupełnienia I Rzutu Strategicznego. I tak kombryg S. Zybin dowodził 37 korpusem piechoty, komdyw E. Magon - 45 korpusem piechoty 13 armii, kombryg M. Tkaczow - 109 dywizją 9 wydzie- lonego korpusu piechoty. Kombryg N. Iwanów został szefem sztabu 6 armii. Komdyw A. Sokołów - dowódcą 16 korpusu zmoto- ryzowanego 12 armii. Komdyw G. Buriczenkow - dowódcą południo- wej strefy OPL. Komdyw P. Aleksiejew - dowódcą wojsk lotniczych 13 armii, kombryg S. Kruszin - szefem sztabu wojsk lotniczych Fron- tu Północno-Zachodniego. Kombryg A. Titow - dowódcą artylerii 18 armii. Było ich znacznie więcej. To nimi obsadzano stanowiska w okręgach wewnętrznych, gdy ii Rzut Strategiczny wyruszył na zachódXombryg N. Christofanow został ko- misarzem wojennym Kraju Stawropolskiego. Kombryg M. Chripunow - szefem wydziału w sztabie Moskiewskiego Okręgu Wojskowego. Wspominaliśmy już o tym, że niemal wszystkich wyższych oficerów prze- niesiono nad granicę z Rumunią. W sztabie zostali sami czekiści, któ- rzy nie bardzo się znali na wojskowym rzemiośle. Do pomocy sprowa- dzili więc sobie nieszczęsnego Chripunowa z GUŁAG-u. W zasadzie jednak wszyscy ci dowódcy brygad, dywizji i korpu- sów kierowani byli do ii Rzutu Strategicznego. W jego jednostkach żoł- nierzami byli przeważnie „drwale", więc i dowódców dobierano „stam- tąd". Tu właśnie spotkamy komkora Pietrowskiego. Jak wiadomo, przed aresztowaniem pełnił funkcję zastępcy dowódcy Moskiewskie- go Okręgu Wojskowego. Potem siedział. Zwolniony w listopadzie 1940, otrzymał rozkaz sformowania 63 korpusu piechoty. To jest wła- śnie okres, kiedy zaczynają powstawać czarne korpusy! W korpusie Pie- trowskiego na czele dwóch dywizji stoją komkorzy J. Fokanow i W. Rakowski, trzecią dowodzi pułkownik N. Priszczepa. Wprawdzie nie kombryg - ale też siedział. Bo przecież pułkowników też zamykano, a później wypuszczono, żeby miał się kto zająć formowaniem II Rzu- tu Strategicznego. Zamykano również majorów, kapitanów. Porucz- ników także. W stacjonującym obok 67 korpusie tej samej armii komkorów by- ło aż za wielu. Jego dowódcą był komkor F. Żmaczenko (przyszły ge- nerał pułkownik). Podobna sytuacja jest niemal we wszystkich ar- miach formowanych bez rozgłosu w głębi kraju. Wszędzie tabuny komkorów wypuszczonych właśnie z więzień i obozów. Przykłady? Pro- szę bardzo. W 22 armii są dwa korpusy: 51 korpusem dowodzi kom- kor Powietkin, 62 korpusem -. Karmanow. A kto pełni funkcje szefów sztabów, dowódców artylerii, wojsk in- żynieryjnych, jednostek tyłowych oraz wszystkich pozostałych służb i rodzajów wojsk? Wyłącznie byli więźniowie. W tej armii dwie dy- wizje są wyjątkowo czarne - nie tylko większość żołnierzy to wczo- rajsi „drwale", ale także ich dowódcy: w 112 dywizji piechoty - kom- kor J. Adamson, w 174 - komkor A. Zygin. Nie ma sensu przytaczać dziesiątków innych nazwisk, numerów dywizji i korpusów. Każdy, kto interesuje się historią II wojny świa- towej , potrafi bez trudu sam zebrać pokaźną kolekcję wyższych dowód- ców, którym Stalin „dał szansę". Komuniści twierdzą, że była to reakcja obronna, że czując zbli- żające się niebezpieczeństwo Stalin postanowił wzmocnić swą armię. To nieprawda! Akcja zwalniania z więzień i obozów byłych dowód- ców brygad, dywizji i korpusów rozpoczęła się wcześniej, zanim je- szcze narodził się plan „Barbarossa". Apogeum tej akcji wcale nie przypada na moment, gdy wojska niemieckie stanęły na sowieckiej granicy. Masowe zwolnienia zaczęły się po ataku Hitlera na Francję. Proszę sobie wyobrazić sytuację: do nowych zachodnich granic kraju zmierza konsekwentnie, likwidując po drodze państwa neutral- ne, potężna armia Stalina. Jednocześnie ogromna liczba dowódców skazanych niedawno na szybką lub powolną śmierć otrzymuje szansę rozpoczęcia „nowego życia". Niedawni skazańcy dostają do ręki broń i władzę, ale są napiętnowani, więc jedynym ich marzeniem jest czy- nem i krwią (własną i cudzą) wywalczyć powrót na szczyty, z których Stalin ich strącił. I oto ogromna armada zbliża się do granic, a Stalin składa oficjalne zapewnienia, że nie ma najmniejszych powodów do niepokoju. Jak miały zareagować Niemcy?... Żródło : Wiktor Suworow " LODOŁAMACZ" Ten materiał ma już swój wątek na forum.
Liczba komentarzy: 1 Przeczytaj... Średnia ocena: 4.00 Ilość głosów: 2 |
![]() |
![]() |
Wydawnictwo Wołoszański, 01-217 Warszawa, ul. Kolejowa 15/17
tel. (+22) 632 54 43 tel./fax (+22) 862 53 71 |